Skąd ta Assumpta?

Kiedy się nawróciłem i mocno zapragnąłem żyć z Jezusem każdego dnia dotarło do mnie, że moja żona zajmuje się rzeczami, które mają zły wpływ na nią, na mnie i na nasz dom. Szybko zrozumiałem, że wzajemna sieć naszych małżeńskich relacji nie tylko nie jest fikcją, ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na naszą rzeczywistość. Na szczęście Bóg na naszej drodze postawił mądrych i rozważnych kapłanów, którzy dobrze doradzali jak zachować się w trudnej sytuacji i jak nie zniszczyć naszego związku. Moja żona, Monika tkwiła w okultyzmie po uszy zarabiając w ten sposób na życie więc decyzja o zerwaniu z przeszłością w gabinecie terapii naturalnych była dla nas jako rodziny szczególnie bolesna i trudna. Nie mieliśmy też do końca świadomości, w co wdepnęliśmy. Zły nie manifestował swojej obecności, aż do ostatniego momentu. Dopiero wobec egzorcyzmu moja kobieta zaczęła się zmieniać. Początkową agresję szybko zastąpiło wycofanie. Niknęła w oczach, a ja coraz trudniej ją rozpoznawałem, byłem bezsilny i w tej bezsilności zadzwoniłem do księdza Krzysia, z którym byłem na rekolekcjach. Wiedziałem, że miał już za sobą pomoc w podobnych „trudniejszych przypadkach”. Niestety, był bardzo zajęty i nie mógł pomóc. Drugim i ostatnim numerem telefonu do jakiegokolwiek księdza jaki miałem był kontakt do ks. Romka ze świdnickiego „Gościa”. Miałem go dzięki wspólnej pielgrzymce i dłuuugiej spowiedzi więc była spora więź. Postanowiłem zadzwonić. Ksiądz nie odmówił, ale musieliśmy dojechać do Sióstr Elżbietanek do Strzegomia. Monika z trudem wsiadła do samochodu i jej stan szybko się pogarszał. Byłem w panice. Na miejscu musiałem już ją nieść, a pod drzwiami klasztoru jej ciało stało się bezwładne. Z trudem poradziłem sobie z odbojnikiem we drzwiach wejściowych. Do furty pozostawały jeszcze schody, a moja żona jakby stawała się coraz cięższa. Z ogromnym trudem we dwójkę z księdzem dotargaliśmy ją do klasztornej kuchni, gdzie kapłan zaczął spowiedź. Zostałem sam za drzwiami. Bałem się, modliłem, płakałem i wyłem z bezsilności. Pamiętam ogromny krzyż, na którym skupiłem cały swój żal i prośby o ratunek dla żony. Pod krzyżem na tablicy była jeszcze kartka z numerem telefonu do siostry Assumpty. Piękne imię, pomyślałem, na cześć Maryi Wniebowziętej: kobiety, która z duszą i ciałem poszła do nieba. Piękne imię:)

assumpta

Z początku rozdziału 12 Apokalipsy wg Św. Jana:

„Potem wielki znak się ukazał na niebie:
Niewiasta obleczona w słońce
i księżyc pod jej stopami,
a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.”

Miro